szorstką skórą bokiem o bok;

coś wchodziło, a potem marło,

nie odgadnąć: przez dzień czy rok.

Gwiazdy były nisko jak gołębie.

Ludzie smutni nachylali twarz

i szukali gwiazd prawdziwych w głębi

z tym uśmiechem, który chyba znasz.

Potem lądy się otwarły jak ramy,

góry mrucząc prowadziły pod obłok,

więc rzucali w fale nieba kamień,