dusz trzepot nieostrożnie pobratany z ciałem.

Więc nasze ciała długie, splecione jak palce

w nocnym konaniu cierpną i wiatr nam na twarze

niesie płatki tarniny odstrzelone w walce,

i leżą tak jak piętna pośmiertne, na miłość

strącone, aby wspomnieć, że się nic nie śniło,

bo oczy były otwarte i w śnie.

I źródła są w powietrzu, i czujemy je —

to są pociski krwi, co jeszcze trysną,

i łkania są w powietrzu — metalowy jęk,