który się w ogniu spełnia ulewą ziarnistą.

I boleść, którą kiedyś nazwiemy ojczyzną,

co teraz jest jak dziecko, które nam we śnie

umiera. Jeszcze oddech jego z ziemi drży,

bo to był mej miłości pierworodny syn.

A potem długa noc. I zrywam się z ciemności

bez zbroi, nagi, taki, jakim z ziemi wstał,

rozpleść łodygi naszych niespełnionych ciał

i być żołnierzem nocnym wiary bez litości.

I nim odejdę jeszcze, nim się broń rozpali,