widzę, jak się ten obłok twego ciała żali.

Bo ciemne miłowanie jest na dnie człowieczem,

które pragnących traci i czystość rozdziera,

a które się do dłoni bierze razem z mieczem,

lecz się w nim cierpi długo, chociaż nie umiera.

I znów widzimy miasta płonące i dymy,

co się powoli wznoszą pnąc na stopnie niebios

i szubieniczne drzewa skrzypią, i z daleka

bicz strzela i rozcina z ziemią wraz — człowieka.

A nad tym krzewy kwitną. Z pąków zielonkawe