we mnie ciasnym z hukiem się obraca

i rozdarty nią jak głazem rana

czekam Boga, który nigdy nie powraca.

Albo ptak zimowy w śniegu na mnie woła,

długie pola pod nim, pola smutku,

gdzie się cisza zmienia w głuchy łuk kościoła

i tak w wieczność wchodzę po cichutku.

Albo jeszcze góry cięte strugą

jak wstrzymany pęd obłoków we mnie wstąpią

i jak w rzece zamyślenia długiej