jakoby rosą, tylko że tak słoną,

że się nie pięścią — całą ziemią biję

w pierś, której nigdy win nie odpuszczono.

O, bo i jakże odpuścić, że człowiek

zapomniał głosu, mówiąc w bożej mowie.

I gdzie postąpię, pęknie mi pod stopą

ostatni kamień, a dalej już ciemność,

i jestem jak ten pierwszy człowiek po potopie,

który zawinił. Więc wtedy nade mną

też blasku nie ma i w dłoni mi próżno,