jakby z niej krzyż wyjęto i włożono topór,

i jestem duszą smutku po ciałach podróżną

i jestem sam i ziemi tępy opór.

O, żeby chwila jedna, dzban by dano

ze zdrojem chłodnym, żeby klątwę zdjęto

i żeby serce — sercem, a nie raną,

i żeby droga choć w konaniu — świętą,

i niebo mnie nie skrywa jak ziemi powieka,

i śniegu nawet nie ma, który mię pokryje,

tylko jak głosy łzami po omacku ryję