A ona coraz to niżej, to z dymem pełza stopiona.

Ogromne płachty powietrza lepkie na postać się kładą,

to w nich się żywi odcisną, to jak pod maską bladą

ruszy się kształt niewidzialny, jak twarz bolesna drgnie.

Oto już widzi: jak smugi wody cienkie

wiją się z ziemi powoli. Ona gałęzią stóp

ledwo ziemię utrzyma; jak gwiazdę błękitną rękę

wyciąga ku nim, a oni jak ciężkie kłęby snu

sączą się, łączą i wznoszą pod szary deszczu dach

i słyszy śpiew podobny twarzom widzianym w snach,