co wie, że nie ma powrotu, i długo marzy, nim uśnie.

Płakała cicho — tyle skruszyło się lat,

tyle oczu roztarły ogromnych armat koła.

Cisza była. Za nimi dym się zawinął jak bat.

Odeszli. Milczenie. Deszcz prószył. Nikt za nimi nie wołał.

*

A oto nowe gałęzie — mroczny puch,

kwitną powoli; rosną splecione z deszczem w konar.

Ciemność. Dłonie jej drżą. Powolny mogił ruch.

Głosy dalekie żywych czy zmarłych?