z nienasyconych słońcem czarnych winogradów

chcę wypić cisze morza, pełne i dojrzałe.

W powybielanych skwarem napuchłych obłokach

brodzą krzaki o liściach cierpkich i surowych.

Ręce błądzą pod błękit prażącego nieba,

by zerwać z sztywnych krzaków szklisty krzyk laurowy.