[Gdy broń dymiącą z dłoni wyjmę...]

Gdy broń dymiącą z dłoni wyjmę

i grzbiet jak pręt rozgrzany stygnie,

niech mi nie kładą gwiazd na skronie

i pomnik niech nie staje przy mnie.

Bo przecież trzeba znów pokochać.

Palce mam — każdy czarną lufą,

co zabić umie. — Teraz nimi

grać trzeba, i to grać do słuchu.

Bo przecież trzeba znów miłować.