Oczy — granaty pełne śmierci,

a tu by trzeba w ludzi spojrzeć

i tak, by Boga dojrzeć w piersi.

Bo przecież trzeba czas przemienić,

a tutaj ciemna we mnie siła,

i trzeba blaskiem kazać ziemi,

by z sercem razem jak krew biła.

Wrócę, rzemieślnik skamieniały,

pod dach rozległy jasnych pogód,

do rzeźb swych — tych, co już się stały,