z pół-objawionym w ustach Bogiem.

I teraz znów siedzimy kołem,

i planet dudni deszcz — o mury,

i ciężki wzrok jak sznur nad stołem,

i stoją ciszy chmury.

I jeden z nas — to jestem ja,

którym pokochał. Świat mi rozkwitł

jak wielki obłok, ogień w snach

i tak jak drzewo jestem — prosty.

A drugi z nas — to jestem ja,