Jakiż uśmiech, a przyjazny?
Czapkę chyba z drzew i wody?
A my mali tacy, dumni
u tych niebios pełnych liści,
u tych świateł. W nienawiści
na cokole smutnej trumny.
A my tacy we krwi cali,
wciąż bez wstydu — boskie dzieci.
O, niech anioł nie uleci,
nimśmy jeszcze tacy mali.