— i w grobach — jakąś smukłość anielską kościoła.
Więc idź, chociażbyś wiedział, że zmierzasz do grobu,
bo nie w tobie jest trwoga, ale ty przez trwogę.
Bo to nie żądzą wzrasta, ale zapatrzeniem,
jak wierzby, które rosnąc w wodzie, rosną — cieniem.
Wtedy ziemia się skurczy, aż za wąska stopom
będzie chmura — na przekór arkom i potopom.
Tylko ludzie znad trawy — jak krowy — spojrzenie
zwrócą w niepokój rzeczy, w to, co zapatrzenie,
i przez swoją osobność, w to, co gromem śniło,