który rzeki przesyca i morza obłoków,

który jest sam przez siebie, a ja ponad którym

jestem jak smutne dziecko przenoszące góry.

I nie wiesz nic, i możesz ręce jeszcze

zanurzyć w płynność rzeczy i rzeczy niepokój.

Bo jest w tym jak w tworzeniu z marmuru drzew żywych

(które się same ciosają pod ręką)

coś jak nieuchwycenie w locie złotej grzywy,

jak opadanie — smutne i jak ziemia — piękne.

Jak ziemia, bo ta w trwodze najdalszej wywoła