jak na przekór wodnym słojom.

Czerwień krwi dziecinnie się wyśni

jako wzdęte policzki wiśni.

Metal burz się wywiedzie na nowo

zapienioną dmuchawca głową.

A łez grzmot jak lawina kamieni

w małe żuki zielone się zmieni

i tak w wodę się chyląc na przemian

popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie,

tylko płakać będą na ziemi