Jesienny spacer poetów

Jerzemu K. W.

Drzewa jak rude łby barbarzyńców

wnikały w żyły żółtych rzek.

Biało się kładł popiołem tynku

wtopiony w wodę miasta brzeg.

Szli po dudniącym moście kroków

jak po krawędzi z kruchego szkła,

pod zamyślonym grobem obłoków,

po liściach jak po krwawych łzach.