uniosło się i nagle wielki strop rozcięło

na tysiąc krajobrazów jak stłuczonych szkiełek.

4

My wszyscy razem ludzie. My wdeptani w cmentarz

wielką stopą tygodni i my, gdy nam dłonie

przymarzły do roboty jak w zamarzłej rzece.

Nie ma ziemi i grobu, jakby dwa obrazy

nałożone na siebie przenikły się razem.

I tylko prześwituje czasem szkielet albo ciało,

albo ścierwo gnijące, albo piersi pałąk.