tylko czasu skorupa, płynąc górą, śpiewa

jak rzeka nad topielcem, a gdy snem wgnieceni

w poduszki własnych czaszek, słyszymy od ziemi

oddech węszących nozdrzy przywartych do powiek.

Ślepe dzieci epoki. Tak się rodzi człowiek,

któremu, kiedy serce pęknie, rozcięte toporem —

— nie zadrży.

Nie ma żadnych powrotów. Popękane urny,

z których wiatr wywiał ludzi, zdarzenia i słowa,

to wszystko zatrzaśnięte — jakby wieko trumny,