zamknął się nad nim cicho, noc się jak powieka
zmrużyła i zapadła. Jeszcze gwiazd ulewa
zza chmury wynurzona opadała z drzewa
i szumiał rudy kasztan strugami na wietrze,
i stało skamieniałe nad światem powietrze.
Sień wiała ciemna i z niej, zda się, płynął2
chłodny oddech zapachu róż, krwi i jaśminu.
A ona ręce wzniosła i w nich jakby kruchą
wazę, w której cierpienie jej zastygło ciężkie,
i już tych rąk opuścić ani wznieść nie mogła