kwiat przeobraża w ciemność,
a poszum drzew — w głuchotę,
a chmury — w grzmot nade mną.
Jak to ja nieobaczny
mijam, sam sobie błahy,
i rzeźbię, zanim zacznę,
marmur wypełniam strachem.
Jak to ja nasłuchuję
błyskawic w niebie trwogi.
Jakże to ja nazywam