pod wyciągniętą topoli ręką.

Wiem, że nim oczy zamknę, otworzę,

mogę jak pień się obrócić w popiół,

ale mi jeszcze ten oddech srebrny,

oddech muzyki, nim się zatopią

miasta i ludy, nim wrzask rozedrze

czarne niebiosa — jak grzmot w katedrze,

nim porośniecie, piękne rośliny,

tańcem powiewnym, jak strumień płynnym,

domy znużone, strzaskane życie,