elipsy, kreski i koła

krążące przez krzywe zwierciadło.

Z drugiego końca ciszy nie echo, tyś sam wołał.

Przez dzień płyną już tylko ptaki,

czasem opada liść jak karta proroczych pism.

Możeś pędzącym przez burze rozwianym chłopcem,

możeś już tylko sam o sobie list?

To nie, że lęk mnie zjeżył i płaczę oparty

o kolumny krzyżów człowieczych.

To nie, że ja nie dudnię pięścią w kamień martwy,