sieć żyłek delikatną, a z nim giną wszystkie

chwile nerwem łączone. Noc i dzień przemija.

I w katakumbach czasu od sklepień odbija

głos, może napomnienie, może bitwa walna —

— wszystko nierozróżnione i rozdarte wszystko.

I noc przechodzi górą jak śmierć — triumfalna

i spływa obraz do mórz wrzących pysków.

W huku werbli, w burz wrzawie, w łoskocie pokoleń

idą chłopcy o oczach z największych przeznaczeń,

idą, aż za daleko przechodzą — do ziemi,