i naród pod kopułą, gdzie szalone wozy

wypruwają z obłoków deszcze krwawych nożyc.

I pada mór i ludzie wypłoszeni

do bram łomoczą, a bramy z kamieni

więc przypadają do stóp drżącej ziemi,

a ta otwiera paszcze, całuje i wchłania,

a niebo drga, nie woła żaden głos.

Milczenie. Sny ziewają. Puszcze płyną górą

i leżą tak, a w dłoniach kolumny z marmuru

wbite warują ciszy. Nie przychodzi śmierć