i tak obłoki chłonąc leżą między niemi,

że krok, a poczuć można Boga wielką dłoń.

Był taki czas. On wtedy wśród włosów świetlistych

na niebie się ukazał ciemnościom ogromnym

i z mroku dobył tony, a z tonów najczystsze

imię człowiecze rzeźbił. Wtedy nieprzytomny,

na podobieństwo jego, choć z ciemności rdzenia,

stanął człowiek nieśmiały na progu stworzenia.

I nim mu się mgławice w oczach, jak w jeziorze

złote krople, ustały — Bóg mu różę podał.