na wargach naszych przylgłe i w oczy nam wrosłe,

które łódź nieprawości przekreśliła wiosłem.

I kobiet najpiękniejszych rozrzucone ciała,

i piersi stratowane, i włosy o zmierzchu

jak ptaki złote lecą wysoko, po wierzchu

świata, jakby je dusze unosiły w górze

od strzaskanej miłości, co żyła w marmurze

piękna. O zły, zły synu! Tylko popiół sypie,

gdzie dotkniesz, ściany kruche, które w proch przemienia

każdy oddech bolesny i pożera ziemia.