A my w miłościach naszych życieśmy2 czekali

takie groźne jak oddech huczący lodowców,

a myśmy mieli twarze nawiedzonych chłopców,

którzy ojczyznę swą i w śmierci pokochali.

A myśmy mieli dziwne sprawy, niepojęte,

które nam ciała zmięły i oczy spaliły,

i tak się nam te karty w ciemności prześniły

i już nie ukazały serca róży świętej.

I znowu poda Bóg kwiat, co jak niebo szumi,

i wyschną wreszcie zbrodnie w nieudolnych dłoniach,