w płomieniami płynącym zachodzie,

i tętniące cyklony marzył.

Kiedy świt jak owoc mleka dojrzewał

w kolorowych szybkach jaskiń,

ruszał Tytan przez dzwoniące jaskry

jak przez gwiazdy wdeptane w trawę,

i melodie echem śpiewał,

a przed sobą pędził jak korabie2

zamyślone, koczujące jak owce

w szczerym srebrze wykute lodowce.