A spod stóp się sypały lawiny

jak odłamki kroków wędrujących

przez pustynie planet innych,

przez kotliny zatopione słońcem,

poprzez ziemię jak wielką przyczynę

zgasłych studni i źródeł bijących.

Parły trąby miedziane wichury

w kolorowy codzienny zachód,

pędził Tytan bezimienne góry

nad koralowy wodopój,