gdzie jak senne zwierzęta — łapą

przecierały znużone oczy,

zanurzały pyski w spokój —

w aksamitne fale nocy.

Czegóż więcej potrzeba, gdy głos twój

budził gór żelazny obryw?

Czegóż więcej trzeba oczom modrym,

że tak w smutek patrzyły prosto,

że aż śmiercią lodowatą wiało od nich?

Nosił Tytan w piersiach mocnych