i niech ci da jak owoc jaskółkę w piersi małe,

której by w sercu trzepot nauczył, jak kochałem

i jak ja ciebie ciosam w tej bryle nieobrotnej,

w swojego ciała drewnie, w myśli swojej samotnej.

Ciało mojego ciała i trwogi mej nadziejo,

nich ci się we śnie wody przez oczy tocząc — chwieją

i niechże ci podadzą rybę jak dłoń, co klaszcze,

byś znała to milczenie, co mnie okrywa płaszczem,

i niechaj iskry ognia, co w łusce się zapalą,

mój blask dopełnią w tobie i smutek mój wyżalą.