Ucieczka

Pustym pociągiem wyjadę z głuchego przedmieścia,

szczekotem kół rozpryśnie w hali odbieg sekund

i bruk zaświeci w oczy mrozu suchą spieką,

niebo wypuchnie brzuchem w zgniły, ciemny granat.

Noc się rozedrze w długie, klaskające tory

jak szare korytarze w mróz wycięte pędem,

nieme domy przedmieścia w gęstych oknach powiek

spłyną długą powodzią czerni — mdłym uporem.

Zapłaczą bujnie światłem więdnącym jak liście