zza skrętów pochylonych wypełzłe naprzeciw,

konające krzyżami, błędne semafory.

Echo zagra oknami w wymijany parkan

i dmuchnie czarnym hukiem w głuche łuki arkad,

las się napije mchami smugi świateł.

Dalekie, obce miasta śpią pod jękiem mostów,

zastałe w czarnej gęści nocy, w gęstym miodzie,

żeby ranem nakisłym piersi w mgle ochłodzić,

zagwizdać w zęby fabryk ostrym świstem świtu.

Pociąg po pustych halach nieznajomych stacji