nasmuża się na nas cienko —

— to woda, może wydmy nagie?

Ledwo nad wierzchem ręką

znak pożegnania odfrunie,

nowe piasków sklepienie

wiatr wzdyma w ciemnej łunie,

toniemy, pożarci przez ziemię,

gdzie sami jesteśmy dnem.

Będziemyż1 sobie jak posąg

wydarty pokrywom wieków?