w przestrzeni zmarzłe wielkich dzwonów,
i ciemność wieje z pięciu ran.
My ciągle senni. Ból daleki,
niezrozumiany nigdy do dna,
jak gdyby płomień przez powieki,
tak kruszą nas mocarne rzeki
i zastygamy w bryły chłodne.
A ty, jak kochasz jeszcze, kiedy
ukrzyżowany wzgardą Bóg,
przed śmiercią w oczach miałeś wieki