co cię do mnie prowadzi». Pytał ciężko: «Co,

co mi każe powracać w ołowiane dno,

na samo dno milczenia, na ziemię, w popioły?»

«O miły, ukochany — mówiła; wspomniała: —

Ty duch, ty nie pamiętasz o cierpieniu ciała.

Już nie ma naszych synów. Krew ich wsiąka w śnieg.

Możeś widział ty serca ich na ulic bruku,

możeś widział schodzących na umarły brzeg,

a może roztrzaskaną matki siwą głowę?

Dzisiaj przyszła godzina, zabierz serce moje,