I już się Jan kołysał nad ziemi dnem wypukłym,

kiedy dom w dole ujrzał, i łzy jak ciężkie gwiazdy,

pełne obrazów zmieszanych, w dół spadły, rozprysły się, stłukły.

I począł ciężyć w dół jak próżny2 dźwięku dzwon,

bo widział Marię białą jak brzozę w burzy zgiętą,

schyloną nad dzieciątkiem w ogromnym lustrze lęku.

«Podaj mi rękę — mówił anioł — bo jeszcze jeden krok,

a trwoga cię ogarnie i spadniesz suchym liściem

w drapieżną czułość ziemi, w pożary ludzkich rąk,

w jezioro mroczne czasu podobne ciemnym snom».