Znów się muzyki ciepłej płomyk zapalił biały,

a on strwożony jeszcze, choć w górę lekko szedł,

zapłakał: «Czym nie zgrzeszył, odchodząc od cierpienia,

odchodząc, kiedy za mną bolesne kwiaty wiały,

jej dłoni i jej oczu uderzał motyl trwożny

i do jej stóp maleńkich przykuta ciężka ziemia?

Jam szedł za tym płomieniem, co pali nieostrożny

i nieobaczny na nic». A anioł mówił tak:

«Tyś był miłości wiernej nierozdzielony ptak,

który miał tyle serc, ileś twych braci miał,