A tamci jeszcze bliżej. Więc ujęli w ręce

broń jak rzeźbiarz, co dłuto ujmuje z namysłem,

aby wyciąć nagrobny pomnik, w takiej męce,

w takim bólu krzesany, aby czyny wszystkie,

wszystkie cierpienia i burz grzywy wciosać

w pomnika twarz, ramiona, w usta i we włosy.

Więc runął łańcuch strzałów. Najpierw po ogniwie

sypał się na bruk dźwięcząc, potem coraz ciężej.

I świst, jakby jęk łuku zerwanej cięciwy.

To ziarna kul jak długie, rozpalone węże.