te dłonie czyste jak ze szkła.
Będę rozmawiał z niedźwiedziem złotym
pod śliw ciężarem, pod jabłoniami
i tak się wolno zamkną gałęzie
i świat za nami.
I tak zostanę liści pełny
pośród kaskady lasów i zwierząt,
płynący rzeką ze złotej wełny.
Wtedy jest cisza. Nim czas nie uderzy,
nim nie przewali się burza ślepa