ziemię odbije wysoko, wysoko,
i to, co w ciemność kamieniem spadło,
spojrzy mi w pamięć jak światła oko.
Drzewa otworzą się — bramy śpiewne.
Natchnie mnie liści gorzki zapach.
Przyjdą zwierzęta — mruczące ciepło —
na cichych łapach.
Knieje odwiną po liściu z purpury,
aż do jeziora mrocznego dna,
nad jeziorami postawią góry