mknie po mnie górą. Leżę bez dna.

A ja tam w dole łaknę i oczy

tylko mi ciążą, grozą spełnione,

i tyle serc się przeze mnie toczy,

wszystkie spalone.

Są tylko te skinienia, które czas przemilczą,

skrzydeł trzepot czy rąk, czy gwiazd?

Widzę we mgłach na nowo wędrujący las

i noc tajemną, wilczą.

Staję u okna. Okno — zwierciadło,