Daleko, w białym mroku przed nimi, w białym mroku nocy polarnych, poczęły bić gdzieś armaty rytmem rozespanym, przerywanym co chwila, a potem opadającym na nowo, ciężko, miarowo, dokładnie. Po kompanii, z plutonu na pluton, z drużyny na drużynę, przeszedł dreszcz ożywienia nagłego i szept, jakby się bano spłoszyć tamten huk:
— Anglicy zaczęli...
— To z morza...
— Nie: od tego Narwiku6...
— Ojejej, Stalica zawsze wie lepiej: wiadomo, jak z morza, to spod Narwiku.
— A nieprawda, bo może być z tamtej strony...
— Z tamtej strony czego?
— Fiordu, pieronie, fiordu. A ty myślałeś, że Wisły?
— Czemu Wisły?
— Bo jest takie śpiewanie, une chanson, quoi7: „Z tamtej strony Wisły kąpała się wrona...”8 T’as jamais entendu?9