— Jest co do mnie? — zatrzymał motocykl.
— Nic, panie podchorąży, póki co. Do porucznika były telefony ze sztabu. Co tam, nie wiem... Ja ta tylko wyszedłem tak do pana podchorążego...
— Bo co?
— Mnie się tam, panie podchorąży, jedno teraz wydaje... A wam nie?
— A co się ma wydawać?
— A z tym Ziemiańskim, z sierżantem. Podchorąży pamięta. Najpierw to się stawiał i taki był hardy. Sam do porucznika chciał iść. Jeszcze się wygrażał. Był pewny. A gdy pan podchorąży jemu iść nie dał, a tylko porucznika chciał na miejsce ściągnąć, to zaraz taki się miętki w pysku zrobił. Coś w tym, panie podchorąży, siedziało. Coś tam siedziało.
Przystanęli w lesie. Podejrzliwe, bystre oczy Grudy były pełne napięcia.
— Więc co?
Gruda zaśmiał się cicho i chytrze:
— To już wy, podchorąży, pomędrkujcie toto, skoroście mądrzejsi. Ja ta bez ten czas swoje upraktykował. Bo on, cholera, już taki bez niczego hardy i bez niczego miętki to się cheba nie robił. Eh, comment?155