Konstantynopol jest miastem w żałobie. Od ulicznego czyściciela butów, rozkładającego swe mosiężne, różnokształtne ampułki u odrzwi najbardziej uczęszczanej przez turystów moszei10, aż do starego, z dostojnością prawdziwie pańską kroczącego muftiego, wszystko to nosi żałobę po dawnych stołecznych czasach. W żałobie jest Aja Sofia, w żałobie moszea Achmeda, w żałobie moszea Bajazyta.
Otóż Ateny nie są w żałobie.
Ateny także mają swego umarłego. Po latach wyekshumowały go z pietyzmem i z pietyzmem szukają w grobie za najmniejszą, najdrobniejszą dochowaną jego cząstką. Ale Wielki Zmarły Aten — zmarł dawno. Czas noszenia żałoby upłynął. I nie ma cienia żałoby, nie ma cienia żalu po jego ekshumacji.
Akropol, prócz trzech ruin świątyń, jest dziś polem zasianym kamieniami. Leżą obok siebie, jak szczątki czegoś, czego w jedną dawną całość nie zdoła zespolić żadna dziś moc. Patrząc11 sprzed ciężkich kolumn świątyni Tezeusza, wygląda to na cmentarz. I jest cmentarzem.
W zachodzącym słońcu doryckie kolumny Akropolu świecą nie tylko bielą swych marmurów; świecą także żółtymi plamami zwietrzeń na szarudze i powietrzu. Mają wtedy koloryt wysuszonej do cna, wieki całe w ziemi przetrwałej czaszki ludzkiej. — Szare, ziemiste mury starego Konstantynopola mają chwilami ponurą barwę trupa, którego jeszcze nie zdjęto z katafalku.
Kraj, który nie zna kryzysu
Budżety wszystkich państw mają dziś za ideał zamykanie roku bez niedoboru: budżet Palestyny od lat kilku daje stale nadwyżkę dochodów.
Pozycja zbrojeń jest wszędzie ogromna: Palestyna opłaca jedynie tych parę stojących tu pułków.
Wszystkie państwa zamknęły się granicami celnymi: Palestyna, za nielicznymi wyjątkami, zna tylko cła fiskalne.
Wszędzie kapitał uwiązł lub go brak: w Palestynie jest go wiele i jest płynny.