Powracamy nieznacznie do wydarzeń, tak bardzo dziś dalekich, które poprzedziły nie tylko rewolucję, ale i republikę. Dr Maranon mówi:

— To dzięki wpływowi armii przyszło po klęsce w Maroku do dyktatury. Podczas jej trwania król, któremu w każdym razie nie brakowało bystrości umysłu, starał się parokrotnie z niej wyzwolić. Mógł to być i wpływ jego matki. Marii Krystyny, kobiety zupełnie nieprzeciętnej jako prawość i inteligencja polityczna, kobiety, która sprawy widziała jasno. Już od 1923 roku przewidywała, że dyktatura zgotuje kres monarchii...

— A armia hiszpańska w tym wszystkim?

— Armia hiszpańska? Dzień 14 kwietnia 1931 roku zastał ją zupełnie rozbitą. Była niezdolna do działania. Trawiły ją wyrosłe z maleńkich do gigantycznych rozmiarów swary rodzajów broni i pułków, rywalizacje generałów i waśnie poszczególnych pułkowników. Te rozbieżności unicestwiły siłę, która trzymana z dala od polityki, niewysyłająca swych przedstawicieli na gościnne występy w inne dziedziny, nieangażująca swych ludzi w sprawy, których charakter społeczny, nieraz bardzo zawiły, umykał zupełnie spod ich rozumienia, mogła była odegrać w groźnym momencie swoją rolę na rzecz pokoju wewnętrznego. To wszystko tyczy się jednak — podchwytuje po chwili dr Maranon — przeszłości.

— Jeszcze kwestia, w której pragnąłbym znać zdanie pana. Był pan jednym z głównych świadków — et c’est peu dire592 — upadku monarchii, pokojowego nastania republiki. Czy prawdą jest, że generał Sanjurjo przyczynił się w sposób bardzo decydujący do tego wydarzenia?

— Zupełnie ścisłe — odpowiada mój rozmówca — ścisłe w tym, że nazajutrz po wyborach gminnych z dnia 13 kwietnia generał Sanjurjo, szef Guardia Civil, której siłę policyjną pan dobrze zna, zameldował swemu szefowi że nie może za nią ręczyć. Ta siła odpadła. Armia? — mówiliśmy już o niej. Król mógł się tylko zastosować do faktów dokonanych.

— To w pana madryckim mieszkaniu, jak o tym pisały wówczas dzienniki, odbyła się rozmowa delegatów króla z szefem rządu tymczasowego, Alcalą Zamora?

— Tak. Alcala Zamora zatrzymał się u mnie. O drugiej popołudniu hr. Romanones, człowiek, którego bardzo szanuję, przybył z polecenia króla. W ciągu godziny wszystko zostało uzgodnione. Abdykacja, przekazanie władzy, wyjazd. Hr. Romanones odjechał na zamek...

Dr Maranon opowiada o tej chwili, bądź co bądź historycznej. I dodaje jeszcze:

— Rozmawialiśmy z nim we trzech. Alcala Zamora, Ortega y Gasset, ja. Wszyscy poszliśmy po kolei na wygnanie...