Alkibiades877, chcąc razem z żołnierzami odpłynąć do domu, pożeglował natychmiast do Samos878; stamtąd, wziąwszy dwadzieścia okrętów, popłynął do Keramejskiej Zatoki w Karii879. Zebrawszy tu sto talentów880, wrócił na Samos. Trazybul881 natomiast ruszył na czele trzydziestu okrętów na Trację i podbił tam grody, które przeszły były na stronę Lacedemończyków882, a między innymi miejscowościami i Tazos883, wyczerpaną wojnami, buntami i głodem. Trazyllos884 z resztą wojska popłynął do Aten; przed jego jeszcze przybyciem wybrali Ateńczycy wodzami Alkibiadesa, mimo iż był na wygnaniu885, Trazybula, mimo iż był nieobecny, a trzeciego886 spośród tych, co byli w domu, Konona887.

Alkibiades na czele dwudziestu okrętów popłynął z Samos do Paros888, wioząc ze sobą pieniądze, a stąd pożeglował natychmiast do Gyteion889, celem podpatrzenia trzydziestu trójrzędowców, które według wieści mieli tam Lacedemończycy uzbrajać, a równocześnie celem zasięgnięcia wiadomości, jak zapatruje się miasto na jego powrót. Kiedy widział, że mu jest życzliwe, bo i wodzem go wybrali, i krewni na własną rękę wzywali go do powrotu, wpłynął do Pireusu890 w dniu, w którym miasto obchodziło święto Plynteriów891, kiedy to osłania się tron Ateny, co wielu wykładało jako wróżbę na jego niekorzyść i miasta. Żaden bowiem Ateńczyk nie śmiałby w tym dniu tknąć się żadnego poważnego dzieła892.

Kiedy wpływał do przystani, zgromadził się przy okrętach tłum z Pireusu i miasta893, pełen podziwu i chęci zobaczenia Alkibiadesa. Jedni mówili, że to najlepszy obywatel i jedyny niewinnie cierpiący wygnanie, jako ofiara tych, co mniejsze mając od niego znaczenie, wygłaszali oszczerstwa i prowadzili politykę obliczoną na zysk własny, podczas gdy on zawsze starał się mnożyć dobytek społeczeństwa w miarę możności własnej i państwa. Kiedy wówczas chciał na siebie sądu natychmiast, zaraz po podniesieniu przeciw niemu obwinienia o bluźnierstwo przeciw misteriom, wrogowie jego odwlekli to, co było tylko słusznym żądaniem, a potem nieobecnego pozbawili ojczyzny894. Wtedy, w tym położeniu bez wyjścia, znalazł się pod twardym przymusem służenia największym wrogom895, wiecznie, dzień w dzień, w niebezpieczeństwie życia, a swym współobywatelom, związanym z nim węzłami najzażylszej przyjaźni lub pokrewieństwa, ba nawet całemu państwu — mimo iż widział ich błędy — nie miał jak przyjść z pomocą, bo dzieliło go od nich wygnanie. Inni zaś utrzymywali, że on jeden ponosi winę dawnych klęsk896 i prawdopodobnie on jeden stanie się sprawcą tych nieszczęść, jakie na przyszłość grożą.

Gdy Alkibiades zawinął do portu, nie lądował zaraz, bo strach mu było nieprzyjaciół, lecz stanął na pomoście okrętowym i śledził okiem, czy są obecni jego krewniacy. Dopiero dojrzawszy swego kuzyna, Euryptolema, Peisianastowego syna897, i przyjaciół razem z resztą krewniaków, zszedł z okrętu i poszedł w górę ku miastu w otoczeniu towarzyszy, gotowych, jeśliby się ktoś nań targnął, odeprzeć zamach. Przed Radą898 i Zgromadzeniem Ludowym899 obronił się przeciw zarzutowi bluźnierstwa i stwierdził, że go skrzywdzono, a kiedy wygłoszono więcej mów podobnej treści przy zupełnym braku sprzeciwu — bo zgromadzenie nie byłoby go ścierpiało — obwołano go naczelnym wodzem z nieograniczoną władzą, w przeświadczeniu, że zdoła uratować dawniejszą potęgę państwa900.

Pierwszym jego czynem było urządzenie procesji misteriów lądem, podczas gdy dotychczas z powodu wojny odbywali ją Ateńczycy morzem; celem ochrony wyprowadził z miasta wszystkich żołnierzy901. Następnie zebrał nowe wojsko: tysiąc pięciuset hoplitów, sto pięćdziesiąt jazdy, sto okrętów. W czwartym miesiącu po powrocie902 udał się okrętami na Andros, która odpadła od Aten, razem z Aristokratesem903 i Adejmantem904, synem Leukolofida, ich bowiem wybrano wodzami na lądzie. Wojsko wysadził na Andros w Gaurion905, i Andrejczyków, nadeszłych z pomocą, zmusili do odwrotu i zamknęli w mieście, położywszy trupem niewielu, między nimi Lakończyków906, tych, co tam byli. Alkibiades postawił pomnik zwycięstwa907 i zabawiwszy tam dni niewiele908, popłynął na Samos i stamtąd rozpoczynał wyprawy wojenne.

2. Bitwa u wysp Arginuz

(I 6)

Następnego roku909 posłali Lacedemończycy Lizandrowi, jako że już jego czas upłynął910, Kallikratidasa celem objęcia dowództwa nad flotą. Podczas zdawania floty rzekł mu Lizander, że zdaje komendę jako władca morza i pogromca floty nieprzyjacielskiej. Kallikratidas na to kazał Lizandrowi z Efezu opłynąć lewą stroną wyspę Samos i zdać mu flotę w Milecie911, po tym wszystkim dopiero przyzna mu, że jest panem morza. Ten jednak oświadczył, że nie myśli się wtrącać do działania za cudzego dowództwa. Kallikratidas więc sam dołączył pięćdziesiąt okrętów do otrzymanych od Lizandra, mianowicie z Chios, Rodos i od innych sprzymierzeńców, i zgromadziwszy razem sto czterdzieści okrętów, gotował się do rozprawy z wrogiem. Ale doszło do jego wiadomości, że przyjaciele Lizandra912 kopią pod nim dołki i nie tylko nieochotnie913 mu służą, lecz także rozsiewają po miastach uwagi, jakoby ustawiczna zmiana admirałów była bardzo ciężkim błędem ze strony Lacedemończyków, gdyż często otrzymują to stanowisko nieodpowiednie jednostki, od niedawna dopiero obznajomione z marynarką i nieumiejące postępować z ludźmi914. Wobec tego Kallikratidas zwołał obecnych tam Lacedemończyków i tak do nich przemówił:

„Ja jestem zadowolony, jeżeli mogę pozostawać w domu, i jeśli Lizander czy ktoś tam inny, chce być bardziej doświadczony w marynarce, to nie mam nic przeciwko temu, o ile chodzi o moją osobę. Ale ja, z woli państwa na flotę wysłany, nie mogę nic innego robić, jak tylko wedle sił najskuteczniej spełniać rozkazy. Lecz wy weźcie pod rozwagę i to, co stanowi dla mnie punkt honoru, i jakie zarzuty spadają na nasze państwo — znacie je bowiem tak dobrze jak i ja — i radźcie wedle swej świadomości najlepiej, czy mam tu zostać, czy do domu odpłynąć i opowiedzieć, jakie tu stosunki”.

Nikt nie śmiał rzec innego zdania jak tylko, że musi słuchać władz w ojczyźnie i spełniać zadanie, gwoli915 którego przybył. Kallikratidas więc udał się do Cyrusa z żądaniem żołdu dla marynarzy916, a ten kazał mu czekać dwa dni. Rozgniewany takim odwlekaniem Kallikratidas i oburzony z powodu wystawania w przedpokojach pałacowych, oświadczył, iż Hellenowie są bardzo nieszczęśliwi, skoro przypochlebiają się barbarzyńcom917 dla pieniędzy, dodając, że jeśli zdrowo wróci do domu, wszystkich ze swej strony dołoży starań celem doprowadzenia do zgody Ateńczyków z Lacedemończykami, po czym odpłynął do Miletu. Wysławszy stąd trójrzędowce do Lacedemonu po pieniądze, zwołał zgromadzenie Milezyjczyków i z taką wystąpił przemową: