Gdy Syrakuzańczyk widział, że nie dbają o jego popisy, lecz sami rozmową się bawią, z zazdrości odezwał się do Sokratesa:

— Czy to ty, Sokratesie, jesteś tym, co go zwą przydomkiem „rozmyślający”?

— Czyż to nie lepiej, niż żeby mnie zwano bezmyślnym?

— Gdybyś tylko nie budził mniemania, że rozmyślasz nad tym, co na niebie.

— Czy jest coś ważniejszego na niebie niż bogowie?

— Ale nie o nich, na Zeusa, chodzi ci, jak mówią, lecz o sprawy najbłahsze, co jest objawem największej opaczności185.

— To i w takim razie chodzi mi o bogów. Opatrzność bowiem nas wspiera, i deszczem darząc z nieba, i światłem. Jeżeli zaś mój dowcip jest niesmaczny, to twoja wina, gdyż zawziąłeś się mnie dręczyć.

— Ale zostaw to i powiedz mi, ile stóp pchlich jesteś ode mnie oddalony? Przecie, jak mówią, takimi pomiarami się zajmujesz186.

Tu zwrócił się Antystenes do Filipa ze słowami:

— Ty jesteś mistrzem w wynajdywaniu podobieństw187. Czy ten człowiek nie wydaje ci się podobny do takiego, który usiłuje szydzić z kogoś?